Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

07 kwietnia 2025

Recenzja: Weronika Marczak – Rodzina Monet – Skarb

„Hailie Monet ma niespełna piętnaście lat, gdy w wypadku samochodowym traci dwie najukochańsze osoby: mamę i babcię. Ze skromnego, ale pełnego miłości i ciepła domu trafia do luksusowej willi w Pensylwanii zamieszkanej przez pięciu władczych i zdystansowanych mężczyzn. Oni raczej chłodno przyjmują nastolatkę. Will, Vincent, Dylan, Shane i Tony to starsi bracia Hailie, o których istnieniu dziewczyna nie miała pojęcia. Tęsknota za ukochaną mamą, zagubienie w obcej rzeczywistości i brak zrozumienia ze strony rodzeństwa są trudne do udźwignięcia. I choć w nowym domu jest wszystko, o czym może marzyć nastolatka, prywatne liceum jest najlepsze w stanie, a stylowy mundurek i drogie ubrania leżą idealnie, Hailie czuje się bardzo samotna. Jakby tego było mało, z każdym dniem odkrywa, że życie jej braci pełne jest mrocznych sekretów, których będą strzec, zwłaszcza przed swoją młodszą siostrzyczką.”
„Rodzina Monet” to w dużej mierze współczesna wersja kopciuszka, tylko bez księcia. Już w pierwszym rozdziale trafiamy do rezydencji Monetów i jesteśmy zalani opisami przepychu i bogactwa, które jakkolwiek nużące, jest adekwatne do dziecięcego marzenia o zamieszkania w pałacu i otrzymaniu wszystkiego, czego zapragniemy. Bracia Monet zdecydowanie nie są „wzorem do naśladowania” i nie powinno się ich romantyzować (jak to bywa na TikToku). Natomiast jako postacie są niezgorzej wykreowani – mają określone cechy charakteru i nawyki. Nie są nijacy w przeciwieństwie do naszej głównej bohaterki Hailie, która reaguje na wydarzenia jak przykładny NPC. Poza tym nie ma określonych celów czy ambicji (po prostu lubi książki – to tyle). Jedynie w relacjach z rówieśniczkami wykazuje „ludzką stronę”, w którą jestem w stanie uwierzyć i szkoda, że książka tego bardziej nie rozwija. Zdecydowanie wolę „nastoletnie rozterki” od wewnętrznych przemyśleń bohaterki (np. dotyczących papierosa) – ziewałam czytając. Powinny zostać skrócone, bo książka traci tempo. Poza tym książka napisana jest przyzwoicie – nie jest to wybitne pisarstwo, nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale autorka ma lekkie pióro i po prostu fajnie się to czyta. Zdecydowanie najlepszym momentem książki jest „akcja sylwestrowa”, która ma taki kreskówkowy vibe i aż chciałoby się pociągnąć to o krok dalej – na zasadzie totalnego absurdu.
Momentami głupiutka i bardzo naiwna, ale przyjemna w czytaniu – podobnie jak „Zmierzch”.
Ocena: 4/10

11 maja 2024

Recenzja: Oscar Wilde – Portret Doriana Graya

Powieść napisana w zachwycającym stylu, która stała się ikoniczna dla literatury. W końcu wpadła w moje ręce, w wydaniu Świata Książki, którego nie polecam.
„Historia młodzieńca, który sprzedaje duszę w zamian za wieczną młodość i piękno. Gdy Dorian spotyka na swej drodze cynicznego bywalca salonów Henryka, znajomość ta nie pozostaje bez wpływu na jego niewinną duszę. A kiedy urzeczony urodą chłopca malarz Bazyli Hallward tworzy jego portret, Dorian wyraża życzenie, by na zawsze zachować piękno, jakie uchwycił artysta. Od tej chwili każdy występek, każdy grzech, który wyrządza bliźnim, znajduje odzwierciedlenie w obrazie, a mężczyzna zachowuje niczym nieskażoną urodę. By zaspokoić własne potrzeby, bez skrupułów zaczyna ranić innych.”
Od pierwszej strony powieści jesteśmy wrzuceni w bardzo opisowy styl autora, który jest… specyficzny (żeby nie powiedzieć dziwny). Nie można jednak odmówić mu uroku, choć nie każdemu będzie odpowiadać tempo, w jakim rozgrywa się powieść. Jest to w jakimś stopniu styl ‘bajarza’ opowiadającego historię tytułowego bohatera. Niestety postać samego Doriana Graya jest przewidywalna i… nudna. O wiele bardziej polubiłam malarza i lorda, którzy pomimo różnic w charakterze (a może dzięki nim) prowadzili ciekawe dyskusje. Zdecydowanie przyjemniej czytało mi się ich kwestie od przeżyć samego Doriana. I choć rozumiem koncept powieści nie była to dla mnie ciekawa lektura. Główny problem w tym, że książka nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć. Nie wiem czy to kwestia tego, że trudno mnie zaskoczyć, czy faktu, że słyszałam o niej tak wiele, że nie miałam, czego odkrywać w trakcie czytania. Wszystko było dla mnie zbyt oczywiste. Dostałam to, czego oczekiwałam i nic więcej. Kolejną rzeczą, albo raczej błędem wydawniczym, jest brak wstępu z zarysem historyczno-kulturowym. Pojawiały się w książce rzeczy, które musiałam brać na słowo, lub googlować ich znaczenie – od wierszy po konwenanse. Odnoszę wrażenie, że moje oczekiwania, co do tej książki minęły się z jej treścią.
Ocena: 4/10

03 stycznia 2024

Recenzja: Aleksander Fredro – Wybór komedii

Wydawnictwo Biblioteki Narodowej w 2016 wydało serię tomików zawierających wybór twórczości poszczególnych autorów (nie tylko polskich). Jednym z nich jest właśnie Aleksander Fredro, czyli mój ulubiony dramatopisarz. Tomiki poprzedzone są rozprawą wstępną zawierającą m.in. życiorys autora, historię twórczości i różne inne odniesienia (mniej lub bardziej ciekawe), niemniej jest, w czym wybierać. W tych 90 stronach najciekawsza jest zdecydowanie nota o powstawaniu poszczególnych utworów, ich inspiracji i cenzurze. Myślę, że wiele osób może również zaciekawić „historia miłosna” Aleksandra Fredry (mi ona była dobrze znana, ale wiele osób pewnie może zaskoczyć).
„Mąż i żona” to jedna z „wczesnych” komedii Aleksandra Fredry, która w paru momentach mnie zaskoczyła. Można powiedzieć, że byłam zaskoczona byciem zaskoczoną. Chyba nie spodziewałam się, że temat „aranżowanego małżeństwa”, może prowadzić do tylu relacji i zawiłości. W końcu można się było spodziewać, że będzie tu po prostu chodziło o szukanie miłości na boku, a jednak w tym coś więcej. Pasuje tutaj również określenie „nieśmieszej śmieszność”, bo choć czyta (ogląda) się to z uśmiechem na twarzy to raczej nie chcielibyśmy być na miejscu bohaterów.
„Damy i huzary” to komedia pisana prozą. Znów na pierwszy plan wychodzi temat miłości i aranżowanego małżeństwa, choć tym razem ma bardzo nietuzinkową otoczkę. Nie należy do moich ulubionych, aczkolwiek chciałabym zobaczyć mdlenie dam na scenie.
„Śluby panieńskie, czyli magnetyzm serc” to jedna z dwóch komedii, które posiadam osobno – wydanie (ilustrowane). Wydaje mi się, że jest to jeden z utworów, który dużo zyskuje na scenie, głównie ze względu na skoncentrowanie na „narodzinach miłości”. Zagrany przez dobrą obsadę może nas zauroczyć i może nawet rozczulić pomimo komediowej otoczki. To naprawdę dobra komedia miłosna.
„Pan Jowialski” to komedia bawiąca się formą, łącząca prozę z wierszem, jak również kilka różnych wątków. Oczywiście głównym jest małżeństwo – z rozsądku czy z miłości, choć w tym przypadku zakończenie można uznać za trochę ckliwe. Niemniej jednak podoba mi się dwuznaczność ostatniej bajeczki tytułowego Pana Jowialskiego.
„Zemsta” to zdecydowanie najpopularniejsza komedia Aleksandra Fredry, którą zresztą posiadam osobno (również w ilustrowanym wydaniu). Znaleźć się tu musiała, a ja z przyjemnością ja sobie odświeżyłam i nadal uważam za cudowną. To jest jeden z tych utworów, które zachwycają zarówno na papierze, jak i w teatrze. Zdecydowanie zasłużona popularność.
„Wielki człowiek do małych interesów” to kolejna komedia pisana prozą. Tym razem jednak głównym wątkiem jest plan zdobycia stanowiska „urzędowego”, choć jak to u Fredry zwykle bywa nie brakuje tu również relacji uczuciowych. Komedia bardzo lekka i przyjemna w odbiorze a momentami wręcz bardzo aktualna (zwłaszcza w przypadku Matyldy).
„Świeczka zgasła” to tzw. jednoaktówka z dwójką bohaterów rozgrywająca się w chatce w lesie – dość nietypowe miejsce akcji, choć ma swoje wyjaśnienie. Króciutka i prosta historia. Nic nadzwyczajnego, aczkolwiek uśmiechnęłam się na zwrot „wyjechała pewnie baba na miotle…”.
„Teraz” to obrazek w jednym akcie i bardzo przyjemna historyjka z morałem. Swoim zakończeniem przypomina mi trochę Pana Jowialskiego. Zasługuje na uwagę, zwłaszcza, że jest dość krótki i uroczy w swojej prostocie pokazując różne charaktery i wartości kierujące bohaterów.
To naprawdę fajny zbiór komedii Aleksandra Fredro, choć utwory wybrane są dość chaotycznie, ani nie skupiają się na chronologii, ani na stylu, ani gatunku. Taki misz masz może okazać się jednak dobry w przypadku chęci zapoznania się z autorem, aby nakierować nas dalej. Jedynym problem jest tutaj, jakość wydania tomiku. Pomimo iż jest on zszywany, co na pierwszy rzut oka wydaje się dobrym pomysłem, szycie jest kiepskie, bo kartki się odczepiają. Prowizorycznie skleiłam już chyba z dziesięć, żeby czasem mi nie wypadły przy czytaniu. Naprawdę szkoda, że nie zadbano, o jakość, bo wybrano świetny format – pomimo grubości, dobrze leży w ręce.
Ocena: 8/10

20 czerwca 2023

Recenzja: Hermann Hesse – Demian

„Demian: Dzieje młodości Emila Sinclaira”
to powieść niemieckiego autora, która szybko stała się fenomenem. Książka początkowo wydana pod pseudonimem autora – Emil Sinclair.
„Spragniony sensu życia Sinclair, znudzony iluzorycznością świata, w którym się wychował, wyrusza w duchową podróż. Stawia pytania, które mają go doprowadzić do prawdziwego oświecenia, a w poszukiwaniu odpowiedzi wspomaga go niezwykły przyjaciel – Max Demian. Ta pasjonująca opowieść o budowaniu własnej tożsamości pióra noblisty Hermana Hessego porusza kwestie o wymiarze tak uniwersalnym, że niezmiennie chwyta za serce zarówno dojrzewających, jak i dojrzałych czytelników na całym świecie.”
Powieść opowiada o dojrzewaniu i odnajdowaniu własnej tożsamości głównego bohatera. W tej wewnętrznej podróży pomaga mu Maks Demian, z którym łączy go specyficzna przyjacielska wieź. Poprzez rozmowy i działania pomaga mu odnaleźć samego siebie, jak również zrozumieć innych ludzi. Przede wszystkim jednak książka daje jasny przekaz, że powinniśmy być dumni ze swojej inności i akceptować siebie takim, jakim się jest. Demian staje się przewodnikiem głównego bohatera, ale również naszym. Nakreśla wiele rzeczy, których sami doświadczyliśmy w dzieciństwie i nie raz miałam tak, że potrafiłam „odbić” pewne sytuacje w samej sobie. I wydaje mi się, że to jest właśnie największa wartość tej książki – odnalezienie samego siebie (w kimś innym). Nie jest to łatwa książka. Nie można przeczytać jej od tak od deski do deski. Nie można jej jednak porzucić. Jest w niej coś niezwykłego, co przyciąga i czeka na nas, aż znajdziemy chwilę skupienia by po nią sięgnąć, bo warto. Uświadamia w nas wiele rzeczy, które może i przeczuwaliśmy jednak nie potrafiliśmy ich nazwać, czy spojrzeć na nie z innej strony.
No i muszę też ostrzec, że wydanie Media Rodzina zawiera błędy – naprawdę przydałoby się, aby ktoś zrobił korektę. W odbiorze całości to nie przeszkadza, ale trochę drażni wzrok. W końcu mamy do czynienia z wręcz ikoniczną już książką.
Ocena: 8/10

30 marca 2020

Recenzja: Nicole Clarke – Flirt – Teraz się popiszę


W moje ręce wpadła książka o nastolatce w wielkim mieście.
„Świat mody, wielkich projektantów, pięknych dziewczyn z największych wybiegów i super przystojnych chłopców. Szesnastoletnia Melanie marzy o karierze dziennikarskiej. Praktyki w nowojorskim magazynie mody to dla niej ogromna szansa. Mel zamierza zrobić dobre wrażenie, napisać tekst, który powali na kolana surową redaktor naczelną, i oczywiście dobrze się bawić. Ale w Nowym Jorku nic nie idzie zgodnie z planem...”
Jest to dość typowa książka dla nastolatków, poruszająca tematy zauroczenia, przyjaźni i ambicji. Ten ostatni wątek jednak może odnosić się również do dorosłych, którzy są rozczarowani pracą, jaką muszą wykonywać. W końcu każdy z nas w dzieciństwie miał wielkie plany i ambicje, które zostały jednak zasłonięte przez szarą rzeczywistość. Główna bohaterka Mel pokazuje jednak, że trzeba walczyć o swoje. Choć nie koniecznie powinniśmy brać z niej przykład. Melanie jest bardzo emocjonalną i roztrzepaną osobą. Ma dość typowy charakter dla głównych bohaterek książek. Zwłaszcza to wpadanie w tarapaty. No, ale jak napisać książkę dla nastolatków bez takiej osoby. I bez ‘czarnego charakteru’. W tym wypadku jest nim Genevieve. Może nie jest zła do szpiku kości, ale potrafi manipulować Mel, przez co ta ma kłopoty.
„Teraz się popiszę” to lekka lektura na wolne popołudnie. Nie należy do ‘ambitnych’ książek, ale niekiedy mamy ochotę na odprężenie się z banalną i przewidywalną historią.
Ocena: 5/10

18 marca 2020

Recenzja: Jacqueline Wilson – Dziewczyny się zakochują


W moje ręce wpadła książka o dość popularnej tematyce dla nastolatek. Choć takich książek jest pełno i z reguły są prawie identyczne, ta ma swój urok.
„Zabawna, wzruszająca opowieść o perypetiach uczuciowych trzynastoletniej Ellie i jej dwóch przyjaciółek, Magdy i Nadine. Jest to pierwszy tom trzyczęściowego cyklu dla nastolatek wielokrotnie nagradzanej angielskiej autorki.”
Dość typowa historyjka o zwykłych dziewczynach, które przeżywają swoją pierwszą miłość, która jednak nie jest tak idealna jak na filmach. Główne bohaterki to oczywiście 3 przyjaciółki: Ellie – artystka, Nadine - kino-maniaczka i Magda – flirciara. Każda jest inna, ale wszystkie zgodnie uważają, że ich przyjaźń jest najważniejsza i nierozerwalna. To jedna z zalet tej książki. Pokazuje jak ważna jest przyjaźń i zaufanie, które się z nią wiąże. A które we współczesnym świecie podupada.
Największą zaletą tej książki jest jednak humor. W końcu, kto z nas, choć raz nie zaliczył miłosnej wpadki? Ta książka jest ich pełna. Mnie osobiście najbardziej spodobała się impreza, na której zjawił się prawdziwy Dan. Czytając to sama miałam ochotę zapaść się pod ziemię, choć nie wiem, dlaczego. A przez scenkę walki popłakałam się ze śmiechu. Ale przyznaję, Dan ma genialne pomysły.
„Dziewczyny się zakochują” to historia skierowana głównie dla nastolatków, choć dorośli mogą chcieć przypomnieć sobie ‘stare’ czasy. Czyta się ją naprawdę lekko i przyjemnie, a listy z 9 i rysunki są zabawne i urocze.
Ocena: 7/10

12 marca 2020

Recenzja: Maria Konopnicka – Nasza szkapa


„Nasza szkapa” to króciutka nowelka, która porusza serca. Opowiada ona o biednej rodzinie, która wraz z chorobą matki, zaczyna sprzedawać rzecz za rzeczą, aby mieć pieniądze na lekarstwa i węgiel do ogrzewania mieszkania. Wydarzenia te możemy obserwować jednak z punktu widzenia dziecka, dwunastoletniego Wicka, który nie widzi tych wydarzeń jak dorosły. ‘Odwiedziny’ Żyda, który skupuje od nich rzecz po rzeczy, są czymś ciekawym, a nie smutnym. Nowela nie tylko pokazuje dramat ludzi biednych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem, ale również to, że dzieci są bardziej przywiązane do starej szkapy niż do własnych rodziców. To smutne, że zapracowany ojciec i chora matka nie są im tak bliscy jak powinni. Widzimy to najlepiej na sam koniec powieści. I choć to smutne, to z drugiej strony pokazuje, że takie z pozoru stare zwierze może stać się całym światem dla dziecka – oczkiem w głowie.
„Nasza szkapa” to bez wątpienia smutna historia, którą czyta się szybko i przy której chce się płakać.
Ocena: 8/10

24 stycznia 2020

Recenzja: Frances Hodgson Burnett – Mała księżniczka


Tym razem postanowiłam sięgnąć po coś innego niż fantastyka i nie zawiodłam się ani trochę.
„Wzruszająca opowieść o losach małej Sary, „księżniczki” otoczonej blaskiem i bogactwem, która wraz z bankructwem i śmiercią ojca staje się posługaczką, traktowaną w sposób okrutny i nieludzki. Ale nawet głodna i przemarznięta, Sara w swojej wyobraźni, w duszy, zawsze pozostaje księżniczką. Historia Sary, intrygująca i niezwykła, przekonuje o jednym – dobro tkwi w samym człowieku i to właśnie człowiek może uczynić ten świat naprawdę pięknym.”
Mała dziewczynka, która jest główną bohaterką powieści jest naprawdę wspaniałą istotą. Miła, grzeczna, ale i stanowcza, mądra. Nie poddaje się pomimo przykrości, jakie ją spotykają. I za to ją najbardziej podziwiam. Nie załamała się, pozostała sobą, co nie było takie łatwe. Wzruszyłam się nie raz czytając i szczerze polubiłam małą Sarę. Reszta bohaterów jest równie dobrze wykreowana, choć większość z nich nie wzbudza aż takiej sympatii i nie pozostaje w pamięci jak Sara.
Mimo iż akcja nie jest zaskakująca, książka na w sobie jakiś urok, przez który pochłonęłam ją w jeden wieczór. Autorka zgrabnie opisała wydarzenia i świetnie pokazała dziecięcą wyobraźnię. Książka zawiera nie jeden morał, ale najważniejszy jest chyba ten, że dobro zawsze zostaje wynagrodzone.
Sięgając po tą książkę nie przypuszczałam, że przepłaczę ją całą. To naprawdę cudowna historia.
Ocena: 9/10

18 stycznia 2020

Recenzja: Lucy Maud Montgomery – Ania z Zielonego Wzgórza


Książka, której chyba nikomu nie muszę przedstawiać, ale jednak to zrobię, gdyby trafiła się jednak osoba nieznająca tego klasyka.
„Gdy Maryla i Mateusz Cuthbertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczynka. Ania to osóbka o nieprzeciętnym temperamencie i wybujałej fantazji. Jej obecność wywróci życie mieszkańców Avonlea do góry nogami, a Zielone Wzgórze nie będzie takie jak dawniej… Czy Ania znajdzie w Avonlea spełnienie swych marzeń? A może czeka na nią coś więcej?”
Przygody Ani czyta się naprawdę przyjemnie. Dziewczynka ma niewątpliwie wybujałą wyobraźnię, przez co nie da się jej nie lubić – zwłaszcza, gdy samemu lubi się marzyć. Choć przez to, że jest tak rozgadana, faktycznie można czuć się z nią jak po przejażdżce karuzelą – jak to określił Mateusz. Historia Ani momentami śmieszy, gdy wpada w tarapaty np. w szkole, jak i również wywołuje łzy, choćby jej dzieciństwo czy zakończenie książki. Pokazuje, że przyjaźń i miłość jest największym skarbem na świecie.
Autorka potrafi zaczarować nas Zielonym Wzgórzem, które wydaje się być rajem na ziemi. Książka, choć prosta i lekka ma w sobie coś niezwykłego.
Ocena: 7/10