05 marca 2026

Recenzja: Leigh Bardugo – The familiar

„W pewnym zaniedbanym domu skromna pomywaczka skrywa talent – dar tworzenia małych cudów. Gdy pracodawczyni odkrywa sekret swojej służącej, zmusza Luzię do wykorzystania go, by zdobyć uznanie na królewskim dworze. Zdeterminowana, by zapewnić sobie lepszą przyszłość, Luzia wkracza do świata żądnych władzy arystokratów, zdesperowanych królów i przebiegłych oszustów, w którym granica miedzy magią, nauką a mistyfikacją zaciera się coraz bardziej. W obliczu płonących stosów inkwizycji musi wykorzystać cały swój spryt i determinację, by zdobyć sławę i ukryć prawdę o swoim pochodzeniu. Jednak jej przetrwanie może mieć wysoką cenę – zwłaszcza gdy zmuszona jest zaufać osławionemu Guillenowu Santangelowi, którego własne serety mogą doprowadzić do zguby ich oboje.”
Jedna z ciekawszych premier tego roku to książka, którą idealnie opisują słowa „owijać w bawełnę”. Autorka zatacza wielkie koła naokoło fabuły. I choć początkowo mnie to drażniło i nudziło ciągłe wspominanie o przeszłości bohaterki, rodzicach itd. to koniec końców uważam „Familiar” za dobrą książkę. Czyta się ją naprawdę przyjemnie i było w niej coś wciągającego (choć nie do końca potrafię to określić). Może to kwestia hiszpańskich wtrąceń, może klimatu złotego wieku i mroku inkwizycji a może po prostu bohaterów i ich relacji które tworzą się i ewoluują na przestrzeni tej historii. Bez wątpienia autorka tworzy lepsze koncepty i portrety bohaterów niż wątki fabularne. Niejednokrotnie wywracałam oczami na oczywistości, ale Luzia jako główna bohaterka jest pozytywnym zaskoczeniem. Myślę, że wielu z nas może się z nią utożsamiać (w pragnieniu czegoś więcej).
Ocena: 7/10

18 lutego 2026

Recenzja: Katarzyna Berenika Miszczuk – Kwiat paproci – Swarożyc

Doczekałam się kolejnego i niestety też ostatniego tomu przygód Baby Jagi... świetna seria, którą polecam z całego serca.
„Zbliża się maj i dzień, w którym Jaga ma spełnić daną Swarożycowi obietnicę. Tylko jak wejść do zaświatów, gdy pod sercem nosi się dziecko? Jarogniewa musi zmierzyć się ze swoimi lękami i jeszcze raz zastanowić, co jest dla niej ważne. W podjęciu tej decyzji na pewno nie pomogą jej nadopiekuńczy Mszczuj, grożący spaleniem wszystkiego w przypadku niesubordynacji Swarożyc i bielińscy pacjenci, dla których Jarogniewa ma coraz mniej czasu. Na domiar złego dziecko jej przyjaciółki ma kłopoty, a bagno nie chce tak łatwo oddać zatopionych w nim skarbów. Czy Jadze uda się żyć tak, by niczego nie żałować? I dlaczego rodzanice w taki sposób zaplotły jej dolę?”
Ostatni tom uwielbianej przeze mnie serii „Kwiat paproci” nie zawodzi – jakżeby mogło być inaczej. Jaga pozostała zuchwała i sarkastyczna, choć dotrzymanie złożonej przez nią obietnicy może okazać się trudniejsze niż zakładała. Fabuła jest prosta i choć w teorii wiem jak się zakończy to bawiłam się doskonale. Uwielbiam to, że mitologia słowiańska została potraktowana z ironią, a zwłaszcza kwestia przesądów i stereotypów. Rzadko kiedy spotyka się bohaterów samoświadomych ironii pewnych wydarzeń. No i ponownie spotykamy Welesa, który należy do moich ulubionych bóstw.
„Swarożyc” jest naprawdę dobrym zwieńczeniem tej serii – choć mam nadzieję, że kiedyś dostaniemy coś jeszcze, choćby jakieś opowiadanie.
Ocena: 8/10