05 listopada 2026

Recenzja: Sarah J. Maas – Dwór skrzydeł i zguby

Zakończenie trylogii o przygodach Feyry w baśniowym świecie fae... roczarowuje. Nie wiem czy to kwestia moich wysokich oczekiwań po drugim tomie czy po prostu nie kupuję takich pourywanych wątków aka przeskoków między scenami... no i był przegadany tam gdzie nie trzeba.
„Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jedno potknięcie może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.”
Szpiegowanie Feyry na Dworze Wiosny jest dość żałosne (i fakt, że tylko Lucien jest na tyle inteligentny, by coś podejrzewać śmieszy). Wyjątkiem jest jedynie kwestia kapłanki – przyznaję pomysłowe i satysfakcjonujące zakończenie wątku Ianthy. Poza tym duża część tej książki przepełniona jest wewnętrznymi monologami, przemyśleniami i samouwielbieniem Feyry, którą niestety znielubiłam w tym tomie (może podać rękę siostrom). Zaczynając od „wykorzystania Luciena” do zemsty na Tamlinie po wypominanie kłamstw (aka kłótni) z Mor. Pomyśleć, że kiedyś (przy czytaniu pierwszej części) uważałam, że może być fajną bohaterką. Kolejną rzeczą jest (nieudolna próba) budowania dramatycznego tonu historii. Przygotowania do wojny i zawierane sojuszy są bardzo przegadane i nijakie. Zero polotu, intryg – tylko kawa na ławę. Ratuje to tylko przedstawienie reszty książąt (Helion stał się moim kolejnym ulubieńcem). Sceny akcyjne w tej części również zawodzą – wielkie bitwy trzeba umieć pisać. Wyjątkiem jest (scena ratunku) pojawienie się Kasjana i Azriela na terenie Dworu Zimy. Ponownie zachwycam się również kreacjami „przedwiecznych istot”. Zarówno rozmowy jak i zawierane z nimi umowy są ciekawe. Natomiast śmierć Tkaczki to nieśmieszny żart a przy scence z ojcem przewróciłam oczami – żenada. Sama końcówka również jest raczej rozczarowująca, choć przynamniej utrzymana jest w baśniowym klimacie.
„Dwór skrzydeł i zguby” zawiera niezłe fragmenty, a nawet te gorsze momenty byłyby znośne gdyby książka nie była tak cholernie przegadana. A Lucien i Kasjan zasługują na kogoś lepszego.
Ocena: 4/10

16 września 2026

Recenzja: P.S. Herytiera (Pizgacz) – Start a Fire (Runda pierwsza)

„Victoria Joseline Clark nigdy nie należała do szczególnie rozważnych dziewczyn, choć nie można jej było zarzucić braku inteligencji. Przez siedemnaście lat swojego życia uważała się za osobę przeciętną i taką również prowadziła egzystencję. Nauka w renomowanym liceum, wieczne kłótnie z irytującym bratem bliźniakiem, częste imprezy z przyjaciółmi, rodzinne kolacje w towarzystwie troskliwej matki i wiernego psa ― niczym się nie wyróżniała z tłumu innych dzieciaków z małego miasteczka Culver City w stanie Kalifornia, słynącego z turystów, kina i dobrego jedzenia. Jej rodzice mieli jeden cel: wychować swoje dzieci na porządnych obywateli. Victorii od małego wpajano żelazne zasady, których ślepo przestrzegała, przekonana, że uchronią ją przed problemami, o których opowiadała jej matka. Niestety, dziewczyny nie przygotowano na to, że jej największym utrapieniem może się okazać wysoki chłopak z martwym spojrzeniem i zimnym uśmiechem. Wystarczyło kilka źle dobranych słów i obecność w niewłaściwym miejscu o nieodpowiedniej porze, aby zapoczątkować walkę, na którą nie była gotowa. Wszystko wymknęło się spod kontroli, gdy ten czarnooki, zblazowany chłopak okazał się faworytem nielegalnych pojedynków bokserskich, których od lat nienawidzi jej matka ― prawa ręka burmistrza miasta i oddana przyjaciółka funkcjonariuszy policji. Victoria najchętniej cofnęłaby czas. Ilekroć spoglądała w czarne jak noc oczy, błagała w myślach, aby nigdy ich nie zobaczyć. On był problemem, którego nie potrafiła rozwiązać. Chaosem, który nadszedł. Mrokiem, do którego lgnęła. Ósmym grzechem głównym, który chciała popełnić. Błagała o rozgrzeszenie, które nie nadchodziło. Bo oboje byli zbyt wielkimi grzesznikami.”
„Start a Fire” to książka, o której swego czasu było dość głośno – jedni wzdychali do Nataniela, drudzy ją ostro krytykowali. Naprawdę chciałam podejść do tej książki neutralnie, ale zaraz po jej otarciu, w prologu jest błąd. Rozumiem, literówki się zdarzają, ale cholera jasna – na pierwszej stronie. Sam wstęp natomiast jest całkiem okej. Poznajemy główną bohaterkę, która kłóci się z bratem, w szkole poznajemy jej przyjaciół no i oczywiście dochodzi do spotkania z jej obiektem westchnień… albo raczej prześladowcą. Ich relacja zaczyna się od kłótni (o nic) i przechodzi w nękanie smsami, wydzwanianie po nocach a wisienką na torcie jest zostawienie róży w pokoju Victorii. Rozumiecie gość włamał jej się do domu (podobnie jak Edward) a ona zamiast go wydać policji – pomaga mu. Naprawdę dawno nie spotkałam się z takim perfekcyjnym przykładem bohaterki-idiotki. Największym dowodem tego, że Victoria jest tępa jak but, jest moment, gdy gubi klucze, które ma podpisane (jeszcze adres dopisz). Cała fabuła oparta jest na chodzeniu do szkoły i na imprezy, i tak w kółko szkoła – impreza, szkoła – imprez, szkoła – impreza. Ilość alkoholu na metr kwadratowy tej książki jest irrealny – serio oni tutaj chleją nawet w ciągu tygodnia. To podchodzi pod alkocholizm, nie wspominając już o tym, że bohaterowie są nieletni. Relacja Victorii z Natanielem też oparta jest na całowanie się pod wpływem. Bohaterka nawet nie ma takiej myśli, że on jej się podoba, oni się nieznoszą od początku do końca. Ich relacja w żadnym stopniu nie ewoluuje. Zresztą trudno jest tu mówić o jakimkolwiek zamkniętym wątku – fabuła jest o niczym a książka napisana jest naprawdę kiepsko (masa bezsensownych opisów, powtórzeń i kliszowych momentów).
„Start a Fire” to nie jest najgorsza książka jaką czytałam (co nienajlepiej świadczy o poziomie wydawanych książek). Pochwalić mogę ją tylko za okładki – są niezłe.
Ocena: 3/10