Zakończenie trylogii o przygodach Feyry w baśniowym świecie fae... roczarowuje. Nie wiem czy to kwestia moich wysokich oczekiwań po drugim tomie czy po prostu nie kupuję takich pourywanych wątków aka przeskoków między scenami... no i był przegadany tam gdzie nie trzeba.
„Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jedno potknięcie może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.”
Szpiegowanie Feyry na Dworze Wiosny jest dość żałosne (i fakt, że tylko Lucien jest na tyle inteligentny, by coś podejrzewać śmieszy). Wyjątkiem jest jedynie kwestia kapłanki – przyznaję pomysłowe i satysfakcjonujące zakończenie wątku Ianthy. Poza tym duża część tej książki przepełniona jest wewnętrznymi monologami, przemyśleniami i samouwielbieniem Feyry, którą niestety znielubiłam w tym tomie (może podać rękę siostrom). Zaczynając od „wykorzystania Luciena” do zemsty na Tamlinie po wypominanie kłamstw (aka kłótni) z Mor. Pomyśleć, że kiedyś (przy czytaniu pierwszej części) uważałam, że może być fajną bohaterką. Kolejną rzeczą jest (nieudolna próba) budowania dramatycznego tonu historii. Przygotowania do wojny i zawierane sojuszy są bardzo przegadane i nijakie. Zero polotu, intryg – tylko kawa na ławę. Ratuje to tylko przedstawienie reszty książąt (Helion stał się moim kolejnym ulubieńcem). Sceny akcyjne w tej części również zawodzą – wielkie bitwy trzeba umieć pisać. Wyjątkiem jest (scena ratunku) pojawienie się Kasjana i Azriela na terenie Dworu Zimy. Ponownie zachwycam się również kreacjami „przedwiecznych istot”. Zarówno rozmowy jak i zawierane z nimi umowy są ciekawe. Natomiast śmierć Tkaczki to nieśmieszny żart a przy scence z ojcem przewróciłam oczami – żenada. Sama końcówka również jest raczej rozczarowująca, choć przynamniej utrzymana jest w baśniowym klimacie.
„Dwór skrzydeł i zguby” zawiera niezłe fragmenty, a nawet te gorsze momenty byłyby znośne gdyby książka nie była tak cholernie przegadana. A Lucien i Kasjan zasługują na kogoś lepszego.
Ocena: 4/10

