Doczekałam się kolejnego i niestety też ostatniego tomu przygód Baby Jagi... świetna seria, którą polecam z całego serca.
„Zbliża się maj i dzień, w którym Jaga ma spełnić daną Swarożycowi obietnicę. Tylko jak wejść do zaświatów, gdy pod sercem nosi się dziecko? Jarogniewa musi zmierzyć się ze swoimi lękami i jeszcze raz zastanowić, co jest dla niej ważne. W podjęciu tej decyzji na pewno nie pomogą jej nadopiekuńczy Mszczuj, grożący spaleniem wszystkiego w przypadku niesubordynacji Swarożyc i bielińscy pacjenci, dla których Jarogniewa ma coraz mniej czasu. Na domiar złego dziecko jej przyjaciółki ma kłopoty, a bagno nie chce tak łatwo oddać zatopionych w nim skarbów. Czy Jadze uda się żyć tak, by niczego nie żałować? I dlaczego rodzanice w taki sposób zaplotły jej dolę?”
Ostatni tom uwielbianej przeze mnie serii „Kwiat paproci” nie zawodzi – jakżeby mogło być inaczej. Jaga pozostała zuchwała i sarkastyczna, choć dotrzymanie złożonej przez nią obietnicy może okazać się trudniejsze niż zakładała. Fabuła jest prosta i choć w teorii wiem jak się zakończy to bawiłam się doskonale. Uwielbiam to, że mitologia słowiańska została potraktowana z ironią, a zwłaszcza kwestia przesądów i stereotypów. Rzadko kiedy spotyka się bohaterów samoświadomych ironii pewnych wydarzeń. No i ponownie spotykamy Welesa, który należy do moich ulubionych bóstw.
„Swarożyc” jest naprawdę dobrym zwieńczeniem tej serii – choć mam nadzieję, że kiedyś dostaniemy coś jeszcze, choćby jakieś opowiadanie.
Ocena: 8/10

