18 lipca 2026

Recenzja: George R.R. Martin – Ogień i krew

„Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, Grze o tron, Targaryenowie – jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii – zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. Ogień i krew zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii. Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego tak niebezpiecznie było odwiedzać Valyrię po Zagładzie? Jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy nad niebem panowały smoki? Jakie były najstraszliwsze zbrodnie Maegora Okrutnego? Dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne? To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika spisana przez uczonego arcymaestera z Cytadeli.”
Prequel „Pieśni Lodu i Ognia” (nieskończonej (wciąż) serii ku rozczarowaniu wielu w tym również moim) jest zdecydowanie warty uwagi, choć nie każdemu przypadnie do gustu. Głównym powodem jest styl książki, która ma formę kroniki opisującej dzieje dynastii Targaryenów (od podboju Westeros przez Aegona i jego siostry). Z jednej strony mamy możliwość poznania losów tej dynastii oraz wydarzeń relacjonowanych przez różne osoby (tudzież plotek, które potrafią być najciekawszą częścią książki). Z drugiej strony takie „streszczenie” nie daje nam możliwości poznania bohaterów (a tym bardziej „przywiązania się do nich”). W dużej mierze to po prostu wyliczane nazwiska i wojny, które umykają w pamięci na rzecz kolejnych. Znajduje się tu jednak kilka intrygujących postaci (np. Żółta Ropucha z Dorne czy sam Daemon Targaryen), które wzbudziły moją ciekawość i chciałabym więcej (a niestety dostajemy niewiele). Gdyby autor był „płodny” mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że zapowiada to ciekawe historie na sequele (jak np. „Rycerz Siedmiu Królestw”). Jednak realia są inne i postaje niedosyt, bo choć książka jest napisana świetnie i czyta się ją wyśmienicie, to nie są „PLiO”.
„Ogień i krew” jest ciekawym dodatkiem (do głównej serii), ale niczym więcej. Ilustracje Doug Wheatley są fajnym urozmaiceniem, ale niczym zaskakującym (tak jak sama fabuła).
Ocena: 7/10

05 czerwca 2026

Recenzja: Sarah J. Maas – Dwór mgieł i furii

Drugi tom oferuje wszytko czego oczekuje się po dobrym romantasy, choć nie obeszło się bez lekkich potknięć.
„Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie. Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeństwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina – Rhysand, Książę Dworu Nocy.”
Zaczynamy od Feyry dręczonej koszmarami oraz Tamlina mającego paranoję dotyczącą jej bezpieczeństwa. Oboje przeżywają traumę po wydarzeniach pod Górą, co jest zrozumiałe, tylko kiepsko napisane. Autorka nieumiejętnie stworzyła konflikt (problem) pomiędzy tą dwójką – na siłę udupiając Tamlina – choć oboje mają problem z rozmową i zrozumiem drugiej strony. Rozumiem zamysł, ale brakuje tu podbudowy i podkreślenia emocji, które wpłyną na podejmowane później decyzje. Kolejną rzeczą jest kiepskie „łatanie dziur fabularnych” pobocznych postaci (NPCów). Generalnie autorka wykłada się na tworzeniu świata, choć ponownie przyznaję – koncept baśniowego świata jest świetny. Gdy udajemy się do Dworu Nocy, opis pałacu przypomina mi „Baśnie tysiąca i jednej nocy”. Generalnie koncept Dworów i ich zróżnicowanie jest dobrze podkreślony w tej części. Przyjemnie czytało się o wyprawie do Dworu Lata a sam Tarquin jest moim ulubionym księciem (i kibicuję Varianowi). Wizyta na tym Dworze jest też jednym z niewielu przebłysków rozumu Feyry i ludzkiego poczucia winy. Poza tymi momentami Feyra staje się ‘tragiczną’ bohaterką. Traci ten pragmatyzm z pierwszego tomu i powoli robi się z niej wybrańca. Zdecydowanie najlepszymi fragmentami książki są sceny poświęcone pobocznym postaciom. Istoty takie jak Amrena, Suriel czy Rzeźbiący w Kościach, owiane lekką tajemnicą (i grozą) są ciekawe – aż chciałoby się poznać ich więcej. Podobnie jest w przypadku „wewnętrznego kręgu Rhysanda”, który wprowadza pozytywną atmosferę i humor, którego tak brakowało mi w pierwszej części serii. W kwestii zakończenia tego tomu mam mieszane uczucia. Król Hybernii jako villian jest średni – zdecydowanie lepszy od Amaranthy, ale wciąż uważam siostry za najgorsze postacie i smutno mi, że Kocioł nie podzielał mojej chęci mordu.
„Dwór mgieł i furii” jest zdecydowanie bardziej dynamiczny i zróżnicowany. Momentami przegadany, ale potrafi wciągnąć i rozbawić. Chyba mogę go uznać za mój ulubiony tom tej serii.
Ocena: 7/10