„Wojmir, syn Żmija, widzi duchy i potrafi rozmawiać z demonami. Na co dzień odprowadza zbłąkane dusze nad brzeg Rzeki Zapomnienia spływającej pod same bramy Nawii. Jest też częstym bywalcem zamtuzów, cmentarzy i karczm, między którymi wędruje w poszukiwaniu świętego spokoju i łatwych pieniędzy. Mając słabość do pięknych kobiet, znajduje się pod silnym wpływem uroku Żywii – strzygi z aspiracjami na szlachciankę – oraz wdzięku Stefy – lokalnej szeptuchy z urazem do czapników. To właśnie w ich towarzystwie musi pokonać trawiące średniowieczny Poznań plagi tajemniczych samobójstw i opętań, które niebezpiecznie często mają coś wspólnego z nim samym… Wezwanie Żmija to niezwykła podróż do czasów, w których chrześcijaństwo i wierzenia słowiańskie funkcjonują obok siebie – jedno nie wyparło drugiego i muszą one ze sobą konkurować.”
„Wezwanie żmija” to książka, która w teorii powinna mi się podobać. Mamy bohatera z ciekawym pochodzeniem i zdolnościami, mitologię słowiańską i dwie ścierające się wiary (słowiańską i katolicką). Brzmi świetnie… w praktyce niestety jest odwrotnie. Książka jest strasznie naiwna. Nie wiem czy to moje przeoczenie, że nie zauważyłam oznaczenia „młodzieżówka” czy książka go nie ma… a powinna – bo zdecydowanie jestem już za stara na takie książki. Napisana jest bardzo bezpośrednio, zarówno w fabule jak i bohaterach trudno doszukać się jakiejś głębi. Wszystko mamy podane jak na tacy. Do tego fabuła opiera się na znanej mi legendzie, więc nie ma jak wzbudzić we mnie zaciekawienia.
Ocena: 3/10

Szkoda, że zawodzi, bo okładka jest piękna :)
OdpowiedzUsuń