22 stycznia 2026

Recenzja: Richelle Mead – Akademia wampirów – W mocy ducha

„Po straceńczej wyprawie na Syberię Rose Hathaway wróciła do domu, do Akademii Świętego Władymira. Czekają ją końcowe egzaminy i życie poza bezpiecznymi murami szkoły. Tego od zawsze pragnęła, ale trudno jej się cieszyć ze świadomością, że on gdzieś tam jest. Dymitr, którego niegdyś kochała i którego nie zdołała zabić. Dziewczyna nie może też zapomnieć, że istnieje szansa, by ocalić ukochanego. Jednak to oznacza podjęcie straszliwego ryzyka. Czy za miłość warto zapłacić każdą cenę?”
Niespodziewałam się tego, ale chyba mogę oficjalnie ogłosić, że znalazłam moją ulubioną część „Akademii wampirów”. Naprawdę zaskoczyłam się mega pozytywnie tą częścią. Dostajemy więcej akcji i humoru a mniej przypomnień z poprzednich tomów. Owszem „akcja więzienna” jest trochę naciągana (z logicznego punktu widzenia), ale jestem w stanie przymknąć oko na naciąganie możliwości magicznych. W końcu mamy tutaj do czynienia z tzw. mocą ducha, która jest rzadka i nie zbadano granic jej możliwości. Lekkie głupotki nie zmienią faktu, że ta część wciąga o wiele bardziej od poprzednich – akcja jest wartka i przeplatana humorem, którego brakowało mi w poprzednich tomach. No i najważniejsza rzecz, czyli moment rozmowy naszej głównej bohaterki z władczynią, gdzie o dziwo nie dostajemy poruszającej przemowy, która olśniewa słuchaczy, tylko rozkaz wyprowadzenia Rose z sali. I to jest realistyczne podejście do władzy, gdzie krzyki nastoletniej jednostki nie mają znaczenia.
Piąty tom („W mocy ducha”) okazał się zaskakująco dobry – zarówno pod względem wciągającej fabuły jak i licznego humoru.
Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad :)