„Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, Grze o tron, Targaryenowie – jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii – zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. Ogień i krew zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii. Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego tak niebezpiecznie było odwiedzać Valyrię po Zagładzie? Jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy nad niebem panowały smoki? Jakie były najstraszliwsze zbrodnie Maegora Okrutnego? Dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne? To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika spisana przez uczonego arcymaestera z Cytadeli.”
Prequel „Pieśni Lodu i Ognia” (nieskończonej (wciąż) serii ku rozczarowaniu wielu w tym również moim) jest zdecydowanie warty uwagi, choć nie każdemu przypadnie do gustu. Głównym powodem jest styl książki, która ma formę kroniki opisującej dzieje dynastii Targaryenów (od podboju Westeros przez Aegona i jego siostry). Z jednej strony mamy możliwość poznania losów tej dynastii oraz wydarzeń relacjonowanych przez różne osoby (tudzież plotek, które potrafią być najciekawszą częścią książki). Z drugiej strony takie „streszczenie” nie daje nam możliwości poznania bohaterów (a tym bardziej „przywiązania się do nich”). W dużej mierze to po prostu wyliczane nazwiska i wojny, które umykają w pamięci na rzecz kolejnych. Znajduje się tu jednak kilka intrygujących postaci (np. Żółta Ropucha z Dorne czy sam Daemon Targaryen), które wzbudziły moją ciekawość i chciałabym więcej (a niestety dostajemy niewiele). Gdyby autor był „płodny” mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że zapowiada to ciekawe historie na sequele (jak np. „Rycerz Siedmiu Królestw”). Jednak realia są inne i postaje niedosyt, bo choć książka jest napisana świetnie i czyta się ją wyśmienicie, to nie są „PLiO”.
„Ogień i krew” jest ciekawym dodatkiem (do głównej serii), ale niczym więcej. Ilustracje Doug Wheatley są fajnym urozmaiceniem, ale niczym zaskakującym (tak jak sama fabuła).
Ocena: 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad :)