05 marca 2026

Recenzja: Leigh Bardugo – The familiar

„W pewnym zaniedbanym domu skromna pomywaczka skrywa talent – dar tworzenia małych cudów. Gdy pracodawczyni odkrywa sekret swojej służącej, zmusza Luzię do wykorzystania go, by zdobyć uznanie na królewskim dworze. Zdeterminowana, by zapewnić sobie lepszą przyszłość, Luzia wkracza do świata żądnych władzy arystokratów, zdesperowanych królów i przebiegłych oszustów, w którym granica miedzy magią, nauką a mistyfikacją zaciera się coraz bardziej. W obliczu płonących stosów inkwizycji musi wykorzystać cały swój spryt i determinację, by zdobyć sławę i ukryć prawdę o swoim pochodzeniu. Jednak jej przetrwanie może mieć wysoką cenę – zwłaszcza gdy zmuszona jest zaufać osławionemu Guillenowu Santangelowi, którego własne serety mogą doprowadzić do zguby ich oboje.”
Jedna z ciekawszych premier tego roku to książka, którą idealnie opisują słowa „owijać w bawełnę”. Autorka zatacza wielkie koła naokoło fabuły. I choć początkowo mnie to drażniło i nudziło ciągłe wspominanie o przeszłości bohaterki, rodzicach itd. to koniec końców uważam „Familiar” za dobrą książkę. Czyta się ją naprawdę przyjemnie i było w niej coś wciągającego (choć nie do końca potrafię to określić). Może to kwestia hiszpańskich wtrąceń, może klimatu złotego wieku i mroku inkwizycji a może po prostu bohaterów i ich relacji które tworzą się i ewoluują na przestrzeni tej historii. Bez wątpienia autorka tworzy lepsze koncepty i portrety bohaterów niż wątki fabularne. Niejednokrotnie wywracałam oczami na oczywistości, ale Luzia jako główna bohaterka jest pozytywnym zaskoczeniem. Myślę, że wielu z nas może się z nią utożsamiać (w pragnieniu czegoś więcej).
Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło jeśli pozostawisz po sobie ślad :)