17 kwietnia 2026

Recenzja: Paolo Bacigalupi – Navola

„W Navoli, tętniącym życiem mieście-państwie zdominowanym przez garstkę wpływowych rodów, biznes to władza, a władza to wszystko. Przez pokolenia kupcy z rodu di Regulai pielęgnowali swoje wpływy w najdalszych zakątkach znanego świata. I choć twierdzą, że nie są politykami, to ich oszałamiające bogactwo kupowało miasta oraz obalało królestwa. Wkrótce Davico di Regulai obejmie władzę po swoim ojcu i będzie musiał zmierzyć się z intrygami i brutalną polityką innych możnych rodów. Ale za wspaniałą złotą fasadą Navoli kryją się też groźne i tajemnicze siły. Jedną z nich jest będące w posiadaniu rodu di Regulai oko smoka - potężny artefakt surowej mocy i talizman, który wydaje się wzywać młodego Davica do działania. Los młodzieńca zależy od tej starodawnej smoczej relikwii i od tego, co kryje się w sercu jego adoptowanej siostry, Celii di Balcosi, której rodzina została zniszczona przez pokrętną politykę Navoli.”
Mam problem z oceną tej książki. Z jednaj strony może to być początek naprawdę wielkiej historii inspirowanej Włochami, z drugiej zaś mogę się rozczarować jeśli zakończy się zbyt szybko albo bohater dozna jakiejś nagłej przemiany. Na razie dostałam mocno przegadany prolog o chłopcu, który nieodnajduje się w przeznaczonej mu roli następcy „Banca di Regulai”. I przyznaję postać budowana jest konsekwentnie a popełniane przez niego błędy zrozumiałe. Czyta się dobrze a niektóre „wtrącenia” autora są ciekawe (mamy tutaj swego rodzaju „zwierzenia”). Dostajemy też wielki świat z masą powiązań, koneksji i polityki, co zasługuje na pochwałę, a wierzenia mocno inspirowane są mitologią rzymską, co zaś mnie nudziło.
„Navola” może być prologiem naprawdę dobrej serii i myślę, że dam autorowi kredyt zaufania – a jak to się skończy – zobaczymy.
Ocena: 7/10

06 kwietnia 2026

Recenzja: Richelle Mead – Akademia wampirów – Ostatnie poświęcenie

„Podejrzewałam, że ktoś mnie wrobił. W zbrodnię, której nie popełniłam. I nie chodzi o błahostkę, lecz o zabójstwo. Nie zrozumcie mnie źle. Zabijałam wiele razy. Złamałam niejedną zasadę (a nawet prawo). Z całą pewnością jednak nie byłam królobójczynią. Nigdy dotąd Rose nie miała takich kłopotów. Zawsze myślała, że zginie w walce. Tymczasem wygląda na to, że zostanie stracona i nie może liczyć na sprawiedliwy proces. Dla królobójczyni nikt nie ma litości… A burzliwa przeszłość dziewczyny świadczy przeciwko niej. Na szczęście Rose zostali jeszcze oddani przyjaciele, którzy muszą pomóc jej w ucieczce z więzienia, a także Dymitr. Czy po powrocie do świata żywych na nowo nauczy się kochać?”
Ostatni tom serii nie rozczarowuje. Główny watek zabójstwa królowej Tatiany jest dobrze rozegrany i momentami zaskakuje, choć odniosłam wrażenie, że został trochę rozciągnięty (na siłę). W końcu trzeba było wpleść w to inne wątki, które niestety lekko mnie rozczarowały… chociaż może to nie jest odpowiednie słowo – po prostu spodziewałam się po nich trochę więcej. Chciałam na pewno czegoś więcej w kwestii mocy ducha i „odczarowywania” strzyg. O ile sama postać Roberta jest fascynująca, tak zakończenie wątku tych braci zawodzi. Akurat po nich spodziewałam się czegoś wow na zakończnie. Wybory nowego władcy morojów są przewidywalne aż do bólu a wątek miłosny naszej głównej bohaterki niestety kończy się klasycznie, czyli nudno. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało się przyjemnie i miała swoje dobre momenty. Zaczynając od postaci Abe’a i Adriana, którzy stali się moimi ulubionymi postaciami tej serii, po samą akcję „ucieczki z więzienia”.
„Ostatnie poświęcenie” nie zaskakuje niczym wyjątkowym – to po prostu przyzwoite zakończenie serii.
Ocena: 5/10